AI nie jest kreatywna. Jest niezwykle skuteczna w odtwarzaniu wzorców
Jednym z najczęściej powtarzanych mitów dotyczących generatywnej sztucznej inteligencji jest przekonanie, że modele językowe czy systemy tworzące muzykę "myślą" lub "tworzą" podobnie jak człowiek. Zdaniem Jerzego Łaby takie postawienie sprawy jest błędne już na poziomie samego nazewnictwa. Dzisiejsze modele AI nie rozumieją świata ani sztuki. Analizują gigantyczne zbiory danych, wyszukują zależności statystyczne i na ich podstawie przewidują najbardziej prawdopodobną odpowiedź. Potrafią znakomicie odtworzyć styl, strukturę czy estetykę istniejących dzieł, ale nie posiadają własnego doświadczenia, emocji ani intencji twórczej. W praktyce oznacza to, że system może wygenerować utwór przypominający muzykę konkretnego gatunku lub obraz nawiązujący do określonego malarza, jednak jego działanie polega na przetwarzaniu wcześniej poznanych wzorców. Nie pojawia się tu moment twórczej emergencji – narodzin idei, której wcześniej nie było. To właśnie ta różnica sprawia, że dla wielu artystów AI pozostaje narzędziem, a nie autonomicznym twórcą.
Czy odbiorca naprawdę widzi różnicę?
Problem zaczyna się jednak w miejscu, w którym kończy się teoria, a zaczynają emocje odbiorców. Jeżeli wygenerowany przez AI utwór wzrusza słuchacza, wywołuje refleksję lub inspiruje do działania, czy naprawdę ma znaczenie, że nie stworzył go człowiek? To pytanie staje się coraz trudniejsze wraz z rosnącą jakością modeli generatywnych. Dla przeciętnego odbiorcy liczy się efekt końcowy, a nie proces powstawania dzieła. Jeżeli obraz, muzyka czy tekst spełniają swoją funkcję, coraz mniej osób zastanawia się nad ich pochodzeniem. Z perspektywy przemysłu kreatywnego właśnie tutaj pojawia się największy dylemat. Odbiorca często nie dostrzega różnicy, ale dla autora różnica jest fundamentalna, ponieważ jego twórczość staje się surowcem wykorzystywanym do trenowania kolejnych modeli AI.
Prawdziwy problem nie leży w technologii, lecz w sposobie jej trenowania
W debacie publicznej często mówi się o tym, że sztuczna inteligencja "kradnie". To określenie budzi emocje, jednak w środowisku twórców coraz częściej pojawia się w bardzo konkretnym kontekście. Modele generatywne uczą się na gigantycznych zbiorach tekstów, zdjęć, muzyki czy filmów, które w wielu przypadkach zostały wykorzystane bez zgody autorów oraz bez jakiegokolwiek wynagrodzenia. To właśnie ten etap – trening modeli – staje się przedmiotem sporów prawnych na całym świecie. Jerzy Łaba podkreśla, że nie oznacza to sprzeciwu wobec samej sztucznej inteligencji. Możliwe jest bowiem budowanie systemów w sposób etyczny, korzystając z materiałów licencjonowanych lub udostępnionych przez twórców za ich zgodą. Takie rozwiązania już istnieją i pokazują, że rozwój AI nie musi oznaczać naruszania praw autorskich. Problem pojawia się wtedy, gdy przedsiębiorstwa budują ogromną przewagę konkurencyjną na pracy milionów autorów, którzy nigdy nie wyrazili zgody na wykorzystanie swoich dzieł.
AI jako współautor czy tylko zaawansowane narzędzie?
Rozmowa prowadzi również do pytania, które coraz częściej zadają sobie pisarze, scenarzyści i muzycy: gdzie kończy się korzystanie z narzędzia, a zaczyna współautorstwo sztucznej inteligencji? Dzisiaj wielu twórców wykorzystuje AI do korekty tekstów, generowania pomysłów, poprawiania stylistyki czy przygotowywania pierwszych wersji kompozycji muzycznych. Takie zastosowanie przypomina pracę z redaktorem, korektorem lub realizatorem dźwięku. Inaczej wygląda sytuacja, gdy algorytm tworzy niemal całość dzieła. W środowisku ZAiKS funkcjonuje już rozróżnienie pomiędzy utworami AI Assisted, w których sztuczna inteligencja pełni jedynie funkcję wspomagającą, oraz AI Generated, gdzie zasadnicza część utworu została wygenerowana przez algorytm. To rozróżnienie może w najbliższych latach odegrać istotną rolę nie tylko przy rejestracji utworów, lecz również w budowaniu zaufania odbiorców.
Największym zagrożeniem może okazać się nie AI, lecz ludzkie lenistwo
Najciekawsza część rozmowy dotyczy jednak nie prawa autorskiego, ale psychologii. Paradoks sztucznej inteligencji polega na tym, że im lepiej wykonuje zadania wymagające wcześniej wysiłku intelektualnego, tym łatwiej człowiek rezygnuje z własnej aktywności twórczej. Pisanie tekstów, komponowanie muzyki czy projektowanie grafik przestaje być procesem wymagającym czasu i eksperymentowania. Wystarczy kilka poleceń, aby otrzymać gotowy rezultat. To wygodne, ale jednocześnie prowadzi do stopniowego osłabienia kreatywności. Zamiast rozwijać własne pomysły, coraz częściej wybieramy spośród propozycji wygenerowanych przez algorytm. W efekcie człowiek zaczyna pełnić rolę redaktora cudzych – choć wygenerowanych maszynowo – koncepcji. To właśnie ten mechanizm rozmówcy uznają za znacznie groźniejszy niż sama automatyzacja.
Kultura jest systemem operacyjnym społeczeństwa
W rozmowie pojawia się również niezwykle interesująca metafora. Kultura zostaje porównana do systemu operacyjnego, na którym działa całe społeczeństwo. To właśnie opowieści, muzyka, literatura i sztuka budują wspólnotę, pozwalają przekazywać wartości oraz tworzyć zbiorową tożsamość. Państwa, narody i społeczności istnieją nie tylko dzięki instytucjom, ale przede wszystkim dzięki historiom, które opowiadają o sobie nawzajem. Jeżeli proces tworzenia kultury zostanie w znacznym stopniu oddany algorytmom, może dojść do sytuacji, w której człowiek przestanie być aktywnym uczestnikiem własnej ewolucji kulturowej, stając się jedynie konsumentem treści produkowanych przez maszyny. Nie jest to scenariusz technologicznej katastrofy, lecz stopniowej utraty kompetencji twórczych, które przez tysiące lat stanowiły jeden z fundamentów rozwoju cywilizacji.
Etyka AI zaczyna się po stronie człowieka
Rozmowa prowadzi do ważnego wniosku. Debata o sztucznej inteligencji nie powinna sprowadzać się wyłącznie do pytania, co wolno modelom AI. Znacznie ważniejsze staje się pytanie o odpowiedzialność człowieka. To użytkownik decyduje, czy wykorzystuje sztuczną inteligencję jako narzędzie wspierające własną kreatywność, czy jako sposób na zastąpienie procesu twórczego. To twórca powinien uczciwie określić, jaki był udział AI w powstaniu dzieła. To firmy technologiczne odpowiadają za legalność danych wykorzystywanych podczas treningu modeli. A ustawodawcy muszą stworzyć przepisy, które zapewnią przejrzystość i ochronę praw autorów. Jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera obowiązek oznaczania treści wygenerowanych przez AI, zwłaszcza gdy dotyczą one wizerunku ludzi lub mogą zostać wykorzystane do manipulacji i dezinformacji.
Przyszłość należy do ludzi, którzy nie przestaną tworzyć
Choć rozmowa wielokrotnie dotyka potencjalnych zagrożeń związanych z rozwojem sztucznej inteligencji, jej wydźwięk nie jest pesymistyczny. AI może stać się potężnym narzędziem wspierającym twórców, pod warunkiem że będzie rozwijana w sposób etyczny, transparentny i z poszanowaniem praw autorskich. Technologia sama w sobie nie stanowi zagrożenia. Problem pojawia się wtedy, gdy chęć maksymalizacji zysków prowadzi do ignorowania pracy ludzi, którzy przez lata budowali kulturę będącą fundamentem działania współczesnych modeli. Najważniejsze pytanie nie brzmi więc, czy sztuczna inteligencja nauczy się tworzyć lepiej od człowieka. Znacznie ważniejsze jest to, czy człowiek nie zrezygnuje z własnej potrzeby tworzenia tylko dlatego, że maszyna potrafi zrobić to szybciej. Bo jeśli kreatywność stanie się wyłącznie usługą świadczoną przez algorytmy, możemy zyskać nieskończoną liczbę treści, jednocześnie tracąc coś znacznie cenniejszego – zdolność do budowania kultury, która od tysięcy lat definiuje nasze człowieczeństwo.
Zobacz całą rozmowę na YouTube.